Czynnik p czy wiele biologii? Co naprawdę pokazują dane genetyczne o strukturze psychopatologii?
Wysoka współchorobowość zaburzeń psychicznych od dawna stanowi wyzwanie dla klasyfikacji psychiatrycznej i modeli etiologicznych. Depresja często współwystępuje z zaburzeniami lękowymi, schizofrenia z chorobą afektywną dwubiegunową, ADHD z uzależnieniami. Jedną z prób uporządkowania tego obrazu była koncepcja czynnika p, czyli ogólnego wymiaru podatności na psychopatologię, który miałby leżeć u podstaw bardzo różnych diagnoz. Krytyka tej idei dotyczyła jednak nie tylko jej niejasnego statusu teoretycznego, ale także pytania bardziej fundamentalnego: czy dane biologiczne rzeczywiście wspierają wizję jednego, wspólnego mechanizmu ryzyka [1]?
Najpełniejszej odpowiedzi dostarcza opublikowana niedawno w Nature analiza Psychiatric Genomics Consortium, obejmująca dane genetyczne ponad miliona osób z rozpoznaniami 14 zaburzeń psychicznych [2]. Autorzy nie zakładali z góry istnienia jednego wymiaru podatności. Zamiast tego sprawdzali, w jakim stopniu te same warianty genetyczne zwiększają ryzyko różnych zaburzeń oraz czy da się z tych zależności odtworzyć sensowną strukturę wspólnego i specyficznego ryzyka. Punktem wyjścia było więc pytanie empiryczne, a nie model teoretyczny.
Wyniki potwierdzają, że genetyczne nakładanie się zaburzeń jest rozległe. Wiele wariantów zwiększa ryzyko więcej niż jednej diagnozy, a niektóre pary zaburzeń – na przykład depresja i zaburzenia lękowe czy schizofrenia i choroba afektywna dwubiegunowa – wykazują bardzo silne podobieństwo pod względem ryzyka genetycznego. Kluczowe okazuje się jednak to, że ta wspólność nie układa się w jeden wymiar. Zamiast tego dane konsekwentnie wskazują na kilka względnie odrębnych obszarów ryzyka, które odpowiadają znanym klinicznie grupom zaburzeń.
Najlepiej wyodrębniają się obszary obejmujące zaburzenia internalizacyjne (takie jak depresja, PTSD i zaburzenia lękowe), zaburzenia psychotyczne (schizofrenię i chorobę afektywną dwubiegunową), zaburzenia neurorozwojowe (ADHD i spektrum autyzmu), zaburzenia kompulsyjne (w tym anoreksję i OCD) oraz zaburzenia związane z używaniem substancji. Każdy z tych obszarów wyjaśnia znaczną część ryzyka genetycznego przypisanego należącym do niego diagnozom, a jednocześnie zachowuje odrębność od pozostałych. Obszary te są ze sobą powiązane, ale nie w stopniu, który uzasadniałby sprowadzenie całej psychopatologii do jednego czynnika [2].
Jeszcze wyraźniej widać to wtedy, gdy autorzy przechodzą od poziomu statystycznego do biologicznego. Warianty genetyczne wspólne dla wielu zaburzeń – te, które najbardziej przyczyniają się do współchorobowości – są związane z genami ulegającymi ekspresji w bardzo podstawowych procesach biologicznych, takich jak regulacja aktywności innych genów czy wczesny rozwój mózgu. Jest to sygnał niespecyficzny, wskazujący raczej na ogólną wrażliwość rozwojową niż na mechanizm różnicujący poszczególne zaburzenia.
Na poziomie poszczególnych obszarów ryzyka obraz staje się jednak wyraźnie zróżnicowany. Ryzyko genetyczne dla zaburzeń psychotycznych wiąże się przede wszystkim z genami ulegającymi ekspresji w określonych populacjach neuronów pobudzających oraz z procesami formowania i organizacji połączeń synaptycznych. Zaburzenia internalizacyjne wykazują natomiast silniejsze związki z genami ulegającymi ekspresji w komórkach glejowych, w tym oligodendrocytach, co sugeruje odmienną ścieżkę neurobiologiczną. W przypadku zaburzeń neurorozwojowych kluczowe znaczenie mają geny aktywne bardzo wcześnie w ontogenezie mózgu, co dobrze koresponduje z ich wczesnym początkiem klinicznym i charakterystyczną trajektorią rozwoju objawów [2].
Autorzy sprawdzili również, czy nad tymi obszarami da się statystycznie wyodrębnić jeden nadrzędny wymiar odpowiadający czynnikowi p. Taki opis jest możliwy, ale odbywa się kosztem utraty informacji. Znaczna część wariantów genetycznych działa specyficznie dla określonych obszarów ryzyka i nie daje się sensownie opisać w ramach jednego wymiaru. W tym sensie czynnik p okazuje się raczej użytecznym skrótem statystycznym niż biologicznie uprzywilejowanym poziomem wyjaśniania.
Zestawienie tych wyników z krytyką metodologiczną koncepcji czynnika p prowadzi do spójnego wniosku. Psychopatologia nie jest ani zbiorem całkowicie niezależnych jednostek, ani prostą manifestacją jednego ukrytego mechanizmu. Jest strukturą wielowymiarową, w której bardzo ogólne procesy rozwojowe nakładają się na wyraźnie odrębne ścieżki biologiczne. Jeśli celem jest lepsze zrozumienie etiologii zaburzeń psychicznych oraz rozwój bardziej precyzyjnych interwencji, to właśnie te wymiary – a nie ich statystyczna średnia – wydają się najbardziej obiecującym poziomem analizy.
Bibliografia
[1] Watts, A. L., Greene, A. L., Bonifay, W., & Fried, E. I. (2023). A critical evaluation of the p-factor literature. Nature Reviews Psychology. DOI ↗
[2] Psychiatric Genomics Consortium Cross-Disorder Working Group. (2026). Mapping the genetic landscape across 14 psychiatric disorders. Nature, 649, 406–415. DOI ↗
