WDdragan.sciencePL
WOJCIECH ŁUKASZ DRAGAN · STATEMENT

Sprawiedliwości
stało się zadość

Czyli prawomocnie wygrałem z Sakowskim

This statement is available in its original Polish version. An English translation has not yet been published.

Ta historia zaczęła się w 2018 roku od sporu, który — przynajmniej początkowo — dotyczył jakości popularyzacji nauki.

Krytykowałem sposób, w jaki Łukasz Sakowski przedstawiał badania i formułował wnioski: wybiórcze dobieranie publikacji, mieszanie własnych przekonań ze stanem wiedzy oraz wypowiedzi dotyczące m.in. osób otyłych i transpłciowych. Zwyczajna, choć momentami ostra krytyka publicznej działalności osoby przedstawiającej się jako popularyzator nauki.

W wersji Sakowskiego z czasem przestała to jednak być krytyka. Stała się „szkalowaniem”, „zniesławianiem”, „nagonką”, „prywatną vendettą” i próbą zniszczenia mu życia zawodowego — podobno przy wykorzystaniu przeze mnie pozycji akademickiej oraz Rady Upowszechniania Nauki PAN.

W 2024 roku Sakowski wniósł przeciwko mnie pozew. Domagał się 10 tysięcy złotych, publicznych przeprosin oraz zakazania mi rozpowszechniania szeregu krytycznych ocen jego działalności.

Następnie opublikował na blogu obszerny wpis zatytułowany „Wojciech Dragan i proces o szkalowanie”. Opisał w nim swoje zarzuty i zakończył tekst słowami:

„Chcę, by wreszcie sprawiedliwości stało się zadość”.

No więc stało się.

Sąd rozpoznał sprawę, przesłuchał strony i świadków oraz zapoznał się z przedstawionymi dowodami. Łukasz Sakowski przegrał proces w całości. Nie wniósł apelacji, wyrok stał się prawomocny, a zasądzone na moją rzecz koszty procesu zostały zapłacone. Uzasadnienie (SĄD OKRĘGOWY W POZNANIU

SYGN. AKT XII C 614/24) zaczyna się od zdania, którego naprawdę nie umiałbym ulepszyć:

„Powództwo okazało się bezzasadne”.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. O zeznaniach Łukasza Sakowskiego sąd napisał:

„W ocenie Sądu zeznania powoda Łukasza Sakowskiego miały charakter w dużej mierze subiektywny i emocjonalny. Powód szczegółowo relacjonował skutki psychiczne i społeczne publikacji, jednak większość jego twierdzeń opierała się na osobistych odczuciach i przekazach społecznych”.

I dalej:

„Jednocześnie Sąd zauważa, że powód nie mógł w sposób obiektywny ocenić, czy publikacje były w całości nieprawdziwe lub bezprawne, ani w jakim stopniu wypowiedzi pozwanego były źródłem hejtu. Zeznania powoda w tym zakresie mają charakter opinii subiektywnej, a ich wartość dowodowa w kwestii odpowiedzialności pozwanego jest ograniczona”.

Czyli opowieść była obszerna i emocjonalna. Jej wartość dowodowa — już trochę mniej imponująca.

Dla porównania moje zeznania sąd ocenił jako „spójne, logiczne” i wskazał, że klarownie przedstawiłem motywację swoich działań: „kierowanie się interesem publicznym i dobrem społeczeństwa”.

Nie wszyscy świadkowie powoda zdołali uratować sytuację.

O TW sąd napisał:

„Zeznania świadka TW (…) były stronnicze, opowiadające się po stronie powodowej. Świadek w swoich wypowiedziach starał się przedstawić pozwanego jako osobę odpowiedzialną za nagonkę na powoda za publikowane przez niego treści. Twierdzenia świadka co do tego, że społeczny odbiór powoda zanim pojawiły się wpisy pozwanego był pozytywny pozostaje w sprzeczności z zeznaniami innych świadków”.

Z kolei w odniesieniu do KS sąd stwierdził:

„Niewiarygodne były twierdzenia świadka w których wskazywał, iż wpisy pozwanego stawiały powoda w złym świetle i miały na celu podważyć jego kompetencje dziennikarskie”.

Sakowski twierdził również, że wskutek moich działań przestał być zapraszany na konferencje, wydawca odmówił wydania jego książki, zmniejszyła się liczba zleceń, a on sam musiał podjąć pracę jako kurier rowerowy.

Sąd podsumował tę część następująco:

„Powód w żaden sposób nie wykazał, aby do zaistnienia powyżej wymienionych sytuacji przyczynił się pozwany. W trakcie przesłuchania potwierdził, że nie tylko pozwany w swoich wypowiedziach i wpisach odnosił się do działalności powoda ale również inne osoby mu znane oraz obce. Trudno zatem przypisać pozwanemu winę za negatywne skutki jakie wiążą się z publicznymi wystąpieniami powoda i przekazywanymi przez niego treściami”.

A następnie:

„powód na którym spoczywał ciężar dowodu nie dowiódł swych twierdzeń o naruszeniu przez pozwanego jego dóbr osobistych, albowiem w sprawie tej nie przedstawił żadnych dowodów potwierdzających iż rzeczywiście pozwany dopuścił się zachowań, które naruszyły jego dobra osobiste”.

Mówiąc mniej sądowym językiem: skutki zostały opisane, winny został wskazany, zabrakło tylko tego irytującego drobiazgu zwanego dowodami.

Nie lepiej wypadła opowieść o wykorzystaniu przeze mnie Rady Upowszechniania Nauki PAN do prowadzenia prywatnej vendetty.

Sąd ustalił wprost:

„Pozwany nie prowadził działalności w Radzie Upowszechniania Nauki PAN działalności zmierzającej do usunięcia powoda z konferencji, utrudniania wydania mu książki, zniechęcenia instytucji i podmiotów do kontaktów z powodem”.

O samym stanowisku RUN PAN sąd napisał natomiast:

„W treści oświadczenia RUN PAN powód nie został wymieniony z imienia i nazwiska, a formułowane na tym tle zarzuty jako zamierzone działanie pozwanego przeciwko powodowi stanowiło wyraz indywidualnych odczuć powoda”.

„Prywatna vendetta” po przejściu przez postępowanie dowodowe okazała się zatem indywidualnym odczuciem.

Najważniejsze jest jednak coś więcej. Sąd nie ograniczył się do stwierdzenia, że Sakowski nie udowodnił swoich zarzutów. Ocenił także charakter mojej krytyki:

„Podkreślić należy, że wypowiedzi pozwanego w których poddaje krytyce działalność powoda jako osoby prowadzącej działalność publiczną stanowią działanie w uzasadnionym interesie społecznym. Okolicznością wyłączającą bezprawność jest przeważający nad ochroną interesu prywatnego interes publiczny związany z korzystaniem ze swobody wypowiedzi w ważnej społecznej kwestii”.

Dalej sąd stwierdził:

„W ocenie Sądu, wypowiedzi pozwanego mieściły się w ramach przyjętych form dyskusji prowadzonej w internecie. Powód przez wygłoszenie swoich poglądów i zaprezentowanie swojego stanowiska wyraża zgodę na ich ocenę przez odbiorców”.

A ostateczna ocena prawna brzmi:

„W tym stanie rzeczy uchylone został domniemanie bezprawności, a działanie pozwanego uznać należało jako zgodne z prawem i uzasadnione okolicznościami”.

Sąd dodał również, że moje działania:

„mieszczą się w ramach przysługującego mu prawa do swobodnego wyrażania poglądów i wolności wypowiedzi zaś ich forma nie przekracza granic tej wolności, tym samym nie stanowią one działań naruszających dobra osobiste powoda”.

Podsumujmy więc tę kilkuletnią historię.

Nie będzie przeprosin.

Nie będzie 10 tysięcy złotych.

Nie będzie sądowego zakazu formułowania krytycznych ocen działalności Łukasza Sakowskiego.

Powództwo zostało oddalone w całości.

Kosztami procesu został obciążony powód.

W 2024 roku Łukasz Sakowski napisał: „Chcę, by wreszcie sprawiedliwości stało się zadość”.

No i proszę. Czasami naprawdę warto uważać, czego się sobie życzy.

PS. Zdjęcie statui greckiej boginii Nemezis zupełnie bez związku z tematem

Kamienne popiersie opisane przez autora jako Nemezis
Nemezis — fotografia dołączona do oświadczenia.
Original Facebook post ↗